Blog o podróżach i użytkowaniu motocykla yamaha xtz 660 Tenere, najlepszego na świecie
RSS
poniedziałek, 16 października 2017
"all systems nominal"

Pierwszy wyjazd po szlifie na trochę dalej niż w koło komina.. czyli lans po polu kukurydzy. Potwierdzam, patent z włącznikiem grzanych manetek z poprzedniego postu działa... ogólnie działa wszystko. Tenera zgłasza gotowość bojową - ponownie i od zawsze.

Po prawej na nowej, złotej kierze panel z włącznikami: pierwszy od lewej: manetki, 2 poziomy grzania; dalej na środku: halogeny lewy-prawy; czwarty to włączenie gniazda zapalniczki i drugi slot wolny.

19:20, nomadeurope
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 25 września 2017
grzane manetki, schemat połączenia i cała filozofia z zasadą działania

Kolejnym "imprówmentem" w doprowadzaniu Tenery do użytku jest wymiana przełącznika podgrzewanych manetek. Miał on 3 pozycje: środkowy wyłączony i 2 skrajne, różniące się mocą grzania ("start" i "heat"). 

Do przełącznika dochodziły 4 przewody. Próbując rozgryźć problem podłączenia i wykonania nowego przełącznika, doszedłem do jakże olśniewających w swojej prostocie wniosków, że nie ma tam żadnej elektroniki, sterownika, bzdur utrudniających życie - tylko prosta elektryka.

grzane manetki stary przełącznik

W zerowej pozycji, układ był rozłączony; w pierwszej stykały się przewody czerwony z zielonym oraz dodatkowo zielony z czarnym; w drugiej stykały się przewody czerwony z żółtym. 

Całą filozofią zmiany rodzaju i mocy grzania jest zmiana układu połączenia 2 manetek (o tym samym oporze) z układu szeregowego na równoległy, czyli fizyka na poziomie szkolnym. Przełącznik 3-stopniowy on-off-on z 6 pinami załatwia sprawę.

grzane manetki schemat podłączenie i cała filozofia z zasadą działania

Zamiast dosztukowywać nowy przełącznik, zajmować miejsce na kierownicy, postanowiłem umiejscowić go w panelu, który już mam - jeden z przełączników "akurat" był o dłuższego czasu wolny i niewykorzystywany - teraz tylko zmiana na 3-stopniowy i powinny być wszystko jak należy.

niedziela, 10 września 2017
ciężarki kierownicy - jak zamontować

Po majowym szlifie "na prostej", powoli zabieram się za składanie sprzętu w całość. Trochę to zajęło bo sam miesiąc musiałem kuśtykać w ortezie na lewej nodze przez miesiąc. Szczęście w nieszczęściu zatrzymałem się 10 cm głową przed wielką przydrożną lipą.

Jedno z pierwszych wyzwań to wymiana kierownicy i dosztukowanie ciężarków. Niby proste, lecz znaleźć kierę o odpowiednim kącie i szerokości wcale nie takie proste. W końcu się udało - jest "złota". Dodatkowo problemem może być sposób mocowania poprzeczki aby wszystko się zmieściło.

Kolejne wyzwanie to końcówki. Oryginalna kierownica w Tenerze jest stalowa i na krańcach posiada wstawione gwintowane rurki (gwint nie jest wykonany bezpośrednio w kierownicy), do których wkręca się ciężarki. Jeden problem to taki, że nigdzie nie można kupić ciężarków 300 g, a drugi, to taki, że te które udało mi się zdobyć (waga 200 g) miały tylko gumowe "rozprężne" tuleje, które wkręcało się śrubą. Oczywiście tuleje były zbyt dużej średnicy i pozostawało je tylko przyciąć, a wtedy z ich "rozprężności" pozostawało niewiele i była obawa, że po prostu wypadną. 

Po wielu próbach udało mi się wynaleźć sposób ze zwykłymi metalowymi kotwami (koszt ok. 4,5 zł w sklepie z akcesoriami budowlanymi, tzw. technika zamocowań). Problem rozwiązany!

 

I jeszcze porównanie kierownic - w tej po szlifie widać drobną zmianę geometrii.

poniedziałek, 10 kwietnia 2017
"jak Pan Bóg pisząc serwisówkę, przykazał"

Większość olewa zalecenia service manuala, a niektórzy w życiu na oczy go nie widzieli, mówiąc, że mechanikami nie są. Sam wychodzę z założenia, że na wszystkim się nie znam - nie mam klucza pneumatycznego w garażu, w sumie garażu także nie mam. Jednak jedną z pierwszych rzeczy, którą zrobiłem po tym jak Tenera znalazła się u mnie to zdobycie tej więcej niż 400 stronicowej "biblii" (i wydrukowanie jej po cichaczu w ówczesnej pracy po kilka stron dziennie aby papier nie ubywał zbyt szybko).

Następnym krokiem, równie ważnym, jest rozkręcenie moto i złożenie go do kupy tak aby w przysłowiowym pudełku nie zostały żadne "zbędne" elementy - jeśli zostaną to przynajmniej dobrze by było, aby mieć pewność gdzie znajdowały się pierwotnie. Rozłożenie moto na części, przynajmniej te "zgrubsza" daje możliwość poznania konstrukcji i schematu, układu położenia poszczególnych elementów. Szczególnie przydatne w lokalizacji przyczyn awarii na trasie typu "co mogło się tym razem.." i gdzie to może być.

Wracając do wątku - warto na wiosnę posprawdzać wszystkie elementy, na które w sezonie nie zwraca się uwagi. Sam miałem kilka dni temu sytuację następującą: dwa lata temu wymieniłem szprychy w przednim kole. W tym roku chciałem oddać je do sprawdzenia i centrowania (wg serwisówki co 12 tys. km lub co 12 miesięcy). Aby zdjąć przednie koło, musiałem spuścić trochę płynu z tłoczków aby zdjąć zacisk (tarcza kwalifikuje się do wymiany za rok, robi się już rant). Po odebraniu koła, położyłem moto na miękkiej ziemi (z uwagi na to, że nie mam ani wspominanego garażu ani centralnego podnośnika tym bardziej, a radzić sobie zawsze potrafić trzeba), założyłem koło i miałem się zabrać do dolania DOT4 do zbiorniczka..

Tyle teorii, praktyka okazała się inna. Obie śruby od zbiorniczka (choć rok temu były rozkręcane) zaśniedziały tak bardzo, że ni czort ruszyć się ich nie dało. Pozostało rozwiercenie i wykręcenie torxem. Jedna poszła, druga z urwanym łbem zakończyła swój żywot. Z pomocą wiertła 2ki i gwintarki M4 poradziłem sobie z problemem. Pokazuje to nie mniej jednak, że każda, nawet najmniejsza śruba w moto jest warta rozkręcenia przynajmniej raz na rok, wyczyszczenia i przesmarowania miedzianym smarem, by "w drodze" Was nie zaskoczyła. Pozostała część historii jest już w miarę nudna, nużąca i wyczerpująca, jeśli kiedykolwiek próbowaliście zalać nowy płyn do zapowietrzonego przewodu.

Teraz już wiem dlaczego DOT4 sprzedają w większych zbiorniczkach niż takich "na dolewkę".. aby przepchać całe powietrze poszło ze 100 ml spokojnie i niezliczone "pompowanie" klamką.. nic tylko współczuć - ale kolejna czynność serwisowa za mną. Zaliczona.

18:21, nomadeurope
Link Komentarze (3) »
sobota, 25 marca 2017
dyskretny urok babci (jak nazwał Tenerę ostatnio kumpel)

Chciałbym podzielić się z Wami jednym spostrzeżeniem z dzisiejszego-nie-pamiętam-od-jak-dawna-wyjazdu.

Wracając już do domu, gdzieś w Świdnicy, Świebodzicach czy innym Strzegomiu czy Strzelinie (zawsze mi się to miesza), podjeżdżam na przysłowiowy orlen, ciesząc się, że pogoda zrobiła się w końcu taka jak przepowiadali, w końcu te 14 stopni, bo od rana w porywach było maks. 10.
Zatrzymuję się pod dystrybutorem, łagodnie objeżdżając plamy koktajlu rozlanego paliwa z sorbentem.
Widzę, przed stacją stoją trzy maszyny - na "parkingu", na miejscach dla vipów, pod samymi drzwiami, gdzie z reguły stoją płyny do spryskiwaczy i brykiet do grilla. Tuż obok trzech kolesi, w nówkach sztukach ciuszkach na moto, aż pewnie ciężko zginać kolana i łokcie, bo skórka czy tam inny goretex jeszcze twardy ze sklepu. Jakiś a la chooopero, nejked i replika repsola. Popatrzyli, ani cześć ani nic. Zrobiło mi się trochę przykro, lecz co mam poradzić - takie jest już życie i koleje losu. Mam serce posklejane pałertejpem, a oczy przemarznięte od chłodu wiatru, więc tylko zacisnąłem mocniej zęby, choć kask trochę uwiera w szczękę.
Zatankowałem, kupiłem kawę, odjechałem na parking przy wylocie ze stacji - w ustronne miejsce, aby napawać się chwilą spokoju i pozostać we wspomnieniach wyjeżdżających ze stacji kierowców jako mistyczna postać, widziana tylko przez oka mgnienie w lusterku lub jak refleks wiosennych promieni słońca w szybie. Niech się domyślają kto to, a w ich wspomnieniach zostanie to jako historia, opowiadana do trzeciego pokolenia.
Nie minęło 10 min., a trzech jeźdźców tej świdnickiej apokalipsy odpaliło swe maszyny i z lanserskimi przygazówkami ruszyło w drogę w kier. Wrocławia, nie szczędząc sobie jeszcze próby głośności wydechów na najbliższych światłach gdzie zaskoczyło ich czerwone. 
Zostałem sam na parkingu, zadzwoniłem jeszcze do Iwony, dopiłem pozostałe 66 ml z 210 ml kawy i także ruszyłem w dalszą drogę do domu. 
W kolejnej wiosce zastała mnie jakaś mijanka, remont drogi, robotnicy puszczali naprzemiennie ruch... Tak od wioski do wioski jechałem spokojnie do Wrocławia.
Wiem, że czekaliście na to co się stanie później, bo to już z 6 akapit leci, więc...
WTEM! widzę, że za sznurem osobówek, jeszcze przed tirem jedzie ten jednej z trzech bohaterów historii.(: Szast - pratst, wyprzedziłem ten konwój, z zachowaniem zasad ograniczonego zaufania oraz przepisów prawa o ruchu drogowym, z zastrzeżeniami dot. jendośladów, mijając tego kmiota pomachałem mu na pożegnanie. Za 660 m kolejny, i ostatni hipstero po 50 m. Uwielbiam te momenty! Babcia Tenera, jak stwierdził to ostatnio kumpel, znowu pokazała swój dyskretny urok.

PS. Zdjęcie pochodzi gdzieś z lasów pod Wałbrzychem - nikt nie docenia leśnych serpentyn, wklejając tylko w neta foty z Włoch czy Maroka.


21:03, nomadeurope
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 16

__adres emailowy__
n0m4d3ur0p3 @gmail.com
zamiast cyfr podstaw litery (: