Blog o podróżach i użytkowaniu motocykla yamaha xtz 660 Tenere, najlepszego na świecie
RSS
poniedziałek, 10 kwietnia 2017
"jak Pan Bóg pisząc serwisówkę, przykazał"

Większość olewa zalecenia service manuala, a niektórzy w życiu na oczy go nie widzieli, mówiąc, że mechanikami nie są. Sam wychodzę z założenia, że na wszystkim się nie znam - nie mam klucza pneumatycznego w garażu, w sumie garażu także nie mam. Jednak jedną z pierwszych rzeczy, którą zrobiłem po tym jak Tenera znalazła się u mnie to zdobycie tej więcej niż 400 stronicowej "biblii" (i wydrukowanie jej po cichaczu w ówczesnej pracy po kilka stron dziennie aby papier nie ubywał zbyt szybko).

Następnym krokiem, równie ważnym, jest rozkręcenie moto i złożenie go do kupy tak aby w przysłowiowym pudełku nie zostały żadne "zbędne" elementy - jeśli zostaną to przynajmniej dobrze by było, aby mieć pewność gdzie znajdowały się pierwotnie. Rozłożenie moto na części, przynajmniej te "zgrubsza" daje możliwość poznania konstrukcji i schematu, układu położenia poszczególnych elementów. Szczególnie przydatne w lokalizacji przyczyn awarii na trasie typu "co mogło się tym razem.." i gdzie to może być.

Wracając do wątku - warto na wiosnę posprawdzać wszystkie elementy, na które w sezonie nie zwraca się uwagi. Sam miałem kilka dni temu sytuację następującą: dwa lata temu wymieniłem szprychy w przednim kole. W tym roku chciałem oddać je do sprawdzenia i centrowania (wg serwisówki co 12 tys. km lub co 12 miesięcy). Aby zdjąć przednie koło, musiałem spuścić trochę płynu z tłoczków aby zdjąć zacisk (tarcza kwalifikuje się do wymiany za rok, robi się już rant). Po odebraniu koła, położyłem moto na miękkiej ziemi (z uwagi na to, że nie mam ani wspominanego garażu ani centralnego podnośnika tym bardziej, a radzić sobie zawsze potrafić trzeba), założyłem koło i miałem się zabrać do dolania DOT4 do zbiorniczka..

Tyle teorii, praktyka okazała się inna. Obie śruby od zbiorniczka (choć rok temu były rozkręcane) zaśniedziały tak bardzo, że ni czort ruszyć się ich nie dało. Pozostało rozwiercenie i wykręcenie torxem. Jedna poszła, druga z urwanym łbem zakończyła swój żywot. Z pomocą wiertła 2ki i gwintarki M4 poradziłem sobie z problemem. Pokazuje to nie mniej jednak, że każda, nawet najmniejsza śruba w moto jest warta rozkręcenia przynajmniej raz na rok, wyczyszczenia i przesmarowania miedzianym smarem, by "w drodze" Was nie zaskoczyła. Pozostała część historii jest już w miarę nudna, nużąca i wyczerpująca, jeśli kiedykolwiek próbowaliście zalać nowy płyn do zapowietrzonego przewodu.

Teraz już wiem dlaczego DOT4 sprzedają w większych zbiorniczkach niż takich "na dolewkę".. aby przepchać całe powietrze poszło ze 100 ml spokojnie i niezliczone "pompowanie" klamką.. nic tylko współczuć - ale kolejna czynność serwisowa za mną. Zaliczona.

18:21, nomadeurope
Link Dodaj komentarz »
sobota, 25 marca 2017
dyskretny urok babci (jak nazwał Tenerę ostatnio kumpel)

Chciałbym podzielić się z Wami jednym spostrzeżeniem z dzisiejszego-nie-pamiętam-od-jak-dawna-wyjazdu.

Wracając już do domu, gdzieś w Świdnicy, Świebodzicach czy innym Strzegomiu czy Strzelinie (zawsze mi się to miesza), podjeżdżam na przysłowiowy orlen, ciesząc się, że pogoda zrobiła się w końcu taka jak przepowiadali, w końcu te 14 stopni, bo od rana w porywach było maks. 10.
Zatrzymuję się pod dystrybutorem, łagodnie objeżdżając plamy koktajlu rozlanego paliwa z sorbentem.
Widzę, przed stacją stoją trzy maszyny - na "parkingu", na miejscach dla vipów, pod samymi drzwiami, gdzie z reguły stoją płyny do spryskiwaczy i brykiet do grilla. Tuż obok trzech kolesi, w nówkach sztukach ciuszkach na moto, aż pewnie ciężko zginać kolana i łokcie, bo skórka czy tam inny goretex jeszcze twardy ze sklepu. Jakiś a la chooopero, nejked i replika repsola. Popatrzyli, ani cześć ani nic. Zrobiło mi się trochę przykro, lecz co mam poradzić - takie jest już życie i koleje losu. Mam serce posklejane pałertejpem, a oczy przemarznięte od chłodu wiatru, więc tylko zacisnąłem mocniej zęby, choć kask trochę uwiera w szczękę.
Zatankowałem, kupiłem kawę, odjechałem na parking przy wylocie ze stacji - w ustronne miejsce, aby napawać się chwilą spokoju i pozostać we wspomnieniach wyjeżdżających ze stacji kierowców jako mistyczna postać, widziana tylko przez oka mgnienie w lusterku lub jak refleks wiosennych promieni słońca w szybie. Niech się domyślają kto to, a w ich wspomnieniach zostanie to jako historia, opowiadana do trzeciego pokolenia.
Nie minęło 10 min., a trzech jeźdźców tej świdnickiej apokalipsy odpaliło swe maszyny i z lanserskimi przygazówkami ruszyło w drogę w kier. Wrocławia, nie szczędząc sobie jeszcze próby głośności wydechów na najbliższych światłach gdzie zaskoczyło ich czerwone. 
Zostałem sam na parkingu, zadzwoniłem jeszcze do Iwony, dopiłem pozostałe 66 ml z 210 ml kawy i także ruszyłem w dalszą drogę do domu. 
W kolejnej wiosce zastała mnie jakaś mijanka, remont drogi, robotnicy puszczali naprzemiennie ruch... Tak od wioski do wioski jechałem spokojnie do Wrocławia.
Wiem, że czekaliście na to co się stanie później, bo to już z 6 akapit leci, więc...
WTEM! widzę, że za sznurem osobówek, jeszcze przed tirem jedzie ten jednej z trzech bohaterów historii.(: Szast - pratst, wyprzedziłem ten konwój, z zachowaniem zasad ograniczonego zaufania oraz przepisów prawa o ruchu drogowym, z zastrzeżeniami dot. jendośladów, mijając tego kmiota pomachałem mu na pożegnanie. Za 660 m kolejny, i ostatni hipstero po 50 m. Uwielbiam te momenty! Babcia Tenera, jak stwierdził to ostatnio kumpel, znowu pokazała swój dyskretny urok.

PS. Zdjęcie pochodzi gdzieś z lasów pod Wałbrzychem - nikt nie docenia leśnych serpentyn, wklejając tylko w neta foty z Włoch czy Maroka.


21:03, nomadeurope
Link Komentarze (2) »
niedziela, 09 sierpnia 2015
"Rybakówka" - zamknięta

22:31, nomadeurope
Link Dodaj komentarz »
sobota, 01 sierpnia 2015
nowe: części, wyzwania, przygody

Ostatnio, po tym jak lekko odświeżyłem Tenere i trochę w nią doinwestowałem, mam w podświadomości dziwne przeczucie. Ona mi za to odpłaca i obojgu z nas jeździ się lepiej i przyjemniej. To z kolei zainspirowało mnie do tego, aby o "naszych" wspólnych wyprawach pisać dalej.

Łącząc wyprawy "służbowe" powiązane z pracą, zawsze jest możliwość uszczknięcia czegoś dla siebie. Nudny wyjazd z punktu A do B można zamienić w trasę A...A'...A'...AA'...AA''... i tak dalej aż do B. Może czasami lepiej to zrobić w drodze powrotnej, ale to zależy od tego kiedy się wyruszy. 

Wracając do sedna sprawy. Wczoraj planując trasę Wrocław - Sława, nawigacja podpowiadała mi 2 drogi - jedną przez Rawicz i Wschowę, drugą przez Lubin i Głogów, obiema jechałem już wiele razy. Prawda jak zwykle leży po środku.

Piękny 10 km odcinek trasy Jemielno - Ryczeń (za Wińskiem w kierunku Góry). Wąska droga przez las, ani żywego ducha, a obok tylko drzewa.

 

W Osetnie, wjeżdżając na nową drogę nr 323 i pokonując most na rzecze Baryczy, można natknąć się na znak ostrzegawczy "uwaga bobry - zwolnij" - jest to jakiś miły akcent nasz dolnośląski (choć bobry ponownie zostały tutaj zasiedlane z terenów Mazur w latach 90 - tak czy inaczej welcome back!).

Jadąc dalej, pewnej wiosce niedaleko Szlichtyngowej natknąłem się na niesamowitą budowlę. 

Tam gdzie nie ma opcji streetview czekają zawsze najlepsze rzeczy. Niesamowity przykład budownictwa inżynieryjnego - hale w konstrukcji trójprzegubowych ram drewnianych, widoczne wtórne próby "naprawy" i wzmocnienia za pomocą żerdzi i "jętek". Nie dokończone, opuszczone. Na moje oko 2ga polowa lat 80. Grubość ramy, która uwzględnia rozkład sił działających na elementy - grubsza tam gdzie powinna, cieńsza tam gdzie można. Malutkie, punktowe mocowanie do podłoża . Czysta konstrukcja, a to wszystko pozbijane z drewna. Jak dla mnie - majstersztyk.


 

Takim oto sposobem dojechałem do Sławy, pozałatwiałem sprawy "służbowe" i mogłem wracać. Dzień był jeszcze wczesny, więc postanowiłem przejechać się przez Wschowę i Górę, bo lubię tamtejszą zabudowę i wielkie wieże kościołów w starych Rynkach. We Wschowie natknąłem się akurat na ślub, a przez Górę śledziłem konwój tirów rozjeżdżających stare miasto. 

Z Góry skręciłem w bok na Górny Bełcz (jest jeszcze Mały i Wielki) i Wąsosz. Ta pierwsza miejscowość kojarzy mi się zawsze, gdy przez nią przejeżdżam ze scenerią z jakichś filmów grozy. Zapadnięte domki, zamiast podwórek jakieś place półprzemysłowe, na wjeździe wysoka wieża dawnej stacji transformatorowej z przed wojny, jakieś wraki aut, ludzie w za dużych ubraniach, jacyś patrzący spode łba brodacze, opuszczony plac zabaw, a na nim żywego ducha i na koniec jeszcze porośnięta mchem tablica z nazwą miejscowości. Wrażenie potęguje jeszcze w jesień lub zimę mgła z pobliskiej rzeki.

W Wąsoszu postanowiłem, z racji tego że miałem jeszcze kawał dnia, skręcić prowadzony znakiem "Żmigród 22". Nie jechałem jeszcze tą drogą. Zaraz za miastem asfalt się skończył i przechodził w regularną granitową kostkę brukową. Pomyślałem - przygoda się zaczyna. 

Jadąc drogą szerokości maks. 3 m co rusz natykałem się na ciągniki, kombajny... nawet na 8 os. pielgrzymkę (chyba dopiero co wyruszyli). Kawałek dalej ostrzegłem panią, która wiozła 5 dzieci, że ma otwarte drzwi w aucie z tyłu (mam nadzieję, że zrozumiała) i tak podskakiwałem sobie na kostce dalej, aż... Jako, że żniwa idą pełną parą. Ci co już skończyli kosić, zabierają się za nawożenie oborniku na pola aby później to wszystko przeorać. Tak czy inaczej, od czasu do czasu jak powieje "naturą", to manetka do końca i trzeba uciekać... jednak nie tak szybko... Jadąc tym kostkowym traktem, zauważyłem rozlany wzdłuż ślad po gnojowicy jak się patrzy. Przy odkręcaniu gazu zarzuca tyłem aż miło - ale zabawa zabawą, bo później będzie trzeba czyścić błotnik z tego eko-organicznego-ścierwa.

Cała "trasa" do Żmigrodu prowadzi drogą ułożoną z kostki, kawałki asfaltu też się zdarzają - ale najciekawszy jest odcinek od przysiółka (to nawet nie jest wieś) Unisławice do Chodlewa - kawał z kamiennych otoczaków - piękny przykład budownictwa drogowego z czasów przedwojennych.

Jadąc dalej natknąłem się na objazd budowanej koło Żmigrodu właśnie DK5... szkoda. Musiałem włączyć się do mainstreamu i pognałem do domu.

13:22, nomadeurope
Link Komentarze (1) »
czwartek, 23 lipca 2015
"dostawczak" - europejski aneks do "motocyklisty doskonalego"

Tak czy inaczej bardziej ufam wielkim "tirom" - są bardziej przewidywalne, a i zdarzają się tacy, którzy zjeżdżają do prawej ustępując mi drogi - WIELKIE DZIĘKI!

Każdy chyba czytał "Motocyklistę doskonałego" lub "Strategie uliczne" Davida L. Hough. Książki wryły się w pamięć, a przedstawione sytuacje przydają się w codziennej jeździe. Jako, że autor pochodzi ze Stanów, być może nie zwrócił uwagi na pewne, na pewien europejski aspekt.

"Aspekt" sporych gabarytów w porównaniu do motocykla. Mam na myśli wszelkie małe dostawczaki zaprojektowane by mieścić się na wąskich uliczkach europoejskich miast i dowozić produkty do małych sklepików - począwszy od wszelkiego rodzaju transitów, przez wszystkie te małe iveco, dafy itp.

Dostawczak - wszystko co ma pakę - a ty jadąc za nimi nie widząc ich lusterek masz pewność, że ich kierowca nie widzi ciebie. Takie naklejki widziałem na niektórych ciężarówkach w UK. To jedna z tych rzeczy, którą zapamiętałem jeżdżąc tam Tenerą.

... ale nie o tym ten wpis. Przemykając na moto po drogach, zawsze szczególną uwagę zwracam na małe "ciężarówki". Ich kierowcy często nie są zawodowcami - jeżdżą na "B" do 3,5 t. i zachowują się tak jakby jechali osobówką. Wszystkie poniższe ilustracje "przeżyłem" na własnej skórze - zamieszczam, nie ku przestrodze, ale dla wyobraźni.

W większości przypadków dostawczaki są podejrzane. Szczególnie te dowożące towary ze sklepów typu tesco, jakieś almy - wszędzie tam gdzie oferują dowóz żarcia na telefon. Kolejni są dostawcy rtv, agd itp. Pewnie wyżyłowany grafik, pośpiech lub szukanie adresu na gpsie zmusza ich do gwałtownych manewrów i niespodziewanych zachowań. 

Nie wspominam o tym, że jadąc za dostawczakiem nie widać prawie nic. Jeśli to nie bus z przeszklonymi tylnymi drzwiami, na 100% kierowca Cię nie widzi, więc warto zachować odstęp i trzymać się w polu widoczności jego lusterka - oczywiście lewego. 

Nie raz widzę gierojów jadących za ciężarówką / dostawczym itp. na metrze odległości - nie wiem po co to robią - pomijam już efekt "aerodynamiczny", ale przy jego nagłym hamowaniu życzę powodzenia. Po to m.in. jest tylna belka pod zderzakiem w naczepach "tirów"...

Powyżej: Sytuacja dosyć kuriozalna ale może związana z tym, że zdarzyła się na wsi, gdzie "drogi należą do mieszkańców". Na poboczu, "pod prąd" stoi dostawczak. Wychodzi kierowca i sprawdza coś w papierach. Gdy chcę go ominąć, drzwi paki nagle się otwierają, ja nic nie widzę, a wiem że przede mną zakręt. Ktoś jadący z naprzeciwka oczywiście też nie widzi nic, a pewnie dodatkowo obczaja co przewozi ten mały "tir".

Często zdarzająca się sytuacja - często na drogach prowadzących do dużych osiedli. Mi zdarzyła się przy jednej z budów jakichś TBSów, gdzie pobocze wzdłuż drogi tworzyło jeden wielki nieutwardzony plac. Kierowca wlecze się niemiłosiernie przez kilka minut. Nagle skręca bez kierunkowskazu, pewnie gadając z pasażerem czy to akurat tutaj ma dostarczyć tę cholerną lodówkę bo budowa jeszcze trwa, osiedle już w połowie zamieszkane, a numerów adresowych jeszcze nie wymalowali na blokach - itp. Jeśli dostawczak sunie wolno - na 100% szuka miejsca gdzie ma coś wyrzucić.

Zawsze gdzieś w centrum miast, gdzie nie ma miejsca postojowego, a towar trzeba wyładować. Nie mam pojęcia jak to zrozumieć: bardzo często zdarza się tak, że piesi MUSZĄ się ukrywać ZA takim pojazdem i wyskakiwać nie rozglądając się - nie potrafię wyjaśnić czemu to robią - oczywiście w niedozwolonych miejscach.

***

Wielka ciężarówka z naczepą nie podjeżdża, nie siedzi na zderzaku innym. Za to często w mieście, stojąc w korku zdarza się, że ktoś się przed nią ładuje - z bocznej ulicy, zmieniając pas itp. To jest niepewne w ich przypadku. Zawsze gdy zwalnia coś może się "zdarzyć".

Widząc jakieś magazyny i fabryki istnieje 50% szans na to, że ciężarówka skręci na bazę - wstrzymując ruch na sąsiednim pasie, skręcając łukiem. Warto o tym pamiętać jadąc wzdłuż korku.

21:38, nomadeurope
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 16

__adres emailowy__
n0m4d3ur0p3 @gmail.com
zamiast cyfr podstaw litery (: